Mapa najbrudniejszych miejsc we Wrocławiu

Wrocław tworzy mapę miejsc, w których istnieje najwyższy stopień zagrożenia wdepnięciem w psią kupę.

Czytelnicy „Gazety” chętnie włączyli się do akcji ze względu na fakt, że są zirytowani koniecznością poruszania się slalomem po chodnikach, a widok psich kup rozrzuconych wszędzie naprawdę kłuje ich w oczy.

Jeden z czytelników – pan Andrzej zauważa, że na trasie swoich biegów w Parku Skowronim napotyka się (często dosłownie) na leżące wszędzie psie kupy. Problemem nie jest brak koszy na psie odchody, bo kosze stoją i czekają aż właściciele czworonogów przyniosą do nich foliowe lub papierowe torebki wraz z zawartością. Właściciele jednak tego nie robią. Wolą spuścić ze smyczy swojego pupila i nie przejmować się faktem, że zanieczyszcza on wspólną przestrzeń.

Pan Marcin, kolejny czytelnik „Gazety”, którego poruszył temat psich kup nawiązuje do tego, co przeżywał Adaś Miauczyński w "Dniu Świra". Dodaje, że Polacy, jako naród, kompromitują się faktem, że nie potrafią odpowiednio zachować się jeśli idzie o sprzątanie po pupilu.

Pan Tomasz jest stanowczy w kwestii pozostawiania psich odchodów na trawnikach i chodnikach. Jest w stanie egzekwować swoje prawo do życia w czystej przestrzeni poprzez asertywne zwrócenie uwagi sąsiadowi a także poprzez zgłoszenie sprawy do Straży Miejskiej. Widzi jednak, że jego działania nie przynoszą rezultatów.

Pani Katarzyna mieszkająca w Śródmieściu opowiada o spacerach do Rynku, które były by niezwykle przyjemne i relaksujące, gdyby chodniki nie były wręcz upstrzone psimi odchodami. Pani Katarzyna przez psie kupy wstydzi się pokazywać swoją dzielnicę gościom. Poza tym wątpi, czy skupiając cały czas uwagą na tym, by nie wdepnąć w psia kupę byliby w stanie podziwiać piękną zabudowę dzielnicy.

Czytelnicy „Gazety podjęli się także wskazania, gdzie we Wrocławiu psie kupy straszą najbardziej.

Pani Joanna jako swoją propozycję podaje chodnik przy fosie na Podwalu. Wraz z synem nadała temu miejscu wszystko mówiącą nazwę „shitway”. Drugim jej typem jest skwer między Krasińskiego a Podwalem, które to miejsce jest teoretycznie zamknięte dla psów, gdyż bawią się tam dzieci. Jednak z nastaniem wieczora właściciele czworonogów „zapominają” o zakazie a ich spuszczone ze smyczy psy wesoło znaczą teren, na którym następnego dnia będą się bawić dzieci.

Pan Adam przysłał nawet swoją mapę z opisem, które miejsce jego zdaniem wiedzie w całym mieście prym, jeśli chodzi o ilość psich zanieczyszczeń na metr kwadratowy powierzchni. Pan Adam podkreśla, że wraz ze wzrostem temperatury zwiększa się także intensywność brzydkiego zapachu płynącego z zaznaczonych przez niego miejsc.

Pani Kasia jako najgorsze miejsce w mieście uznaje osiedle przy ulicy Jaracza. Jak sama przyznaje, oczywiście wszyscy widzą zamontowane pojemniki na psie odchody i rozwieszone torebki na psie „niespodzianki”. Niestety na tym widzeniu się kończy, bo o korzystaniu zupełnie nie ma mowy. Panią Kasię szczególnie irytują eleganckie panie, które nic sobie nie robią z tego, że ich piesek załatwia się na środku chodnika czy trawnika a już na pewno nie zamierzają po nim sprzątnąć. Pani Kasia zwraca głośno uwagę, że należy po swoim psie zebrać to, co zostawił. Nie zdarza się raczej, żeby zawstydzony właściciel czworonoga spełnił swój obowiązek. Właściciele psów nie chcą z panią Kasią rozmawiać, lub próbują ją przekonać, że wtrąca się do nie swoich spraw.

Pani Krysia mówi natomiast o tym, że trudno jej bezpiecznie dotrzeć do pracy ze względu na niemożliwie wręcz zasikane i zapaskudzone psimi odchodami chodniki. W związku z tym proponuje by na mapie miejsc najbardziej zanieczyszczonych umieścić dwie ulice: Rejtana i Stalową.

Kolejny czytelnik, pan Michał narzeka, że w jego okolicy nie ma zwyczaju sprzątania po swoim psie, a co gorsza właściciele czworonogów ograniczają do minimum spacery z podopiecznymi i w efekcie psy załatwiają się tuż pod klatkami. Tak jest na jego ulicy – H.Pobożnego i na wielu innych.

Pan Wojtek pokusił się o przysłanie do redakcji wymownego zdjęcia, na którym obok wrocławskiego krasnala leży kilka psich odchodów. Dodaje, że na kupy natyka się po prostu wszędzie, niezależnie od tego, czy spaceruje się po centrum miasta czy też jego peryferiami.

Pan Andrzej z kolei przedstawia swój typ do najbrzydszego (ze względu na obecność psich kup) miejsca w mieście. Jest to obszar między Magnolią, targowiskiem, QuatroForum i blokami. Dodaje, że równie drastyczne jak dla pieszego wdepnięcie w psie odchody jest wjechanie w nie rowerem. Dodatkowo mieszkańcy bloku nie mają gdzie umyć jednośladu przed wprowadzeniem go na klatkę, co przyczynia się do roznoszenia nieczystości.

Pani Natalia podkreśla, że straszny jest fakt, że tak zanieczyszczony jest sam środek miasta. Mówi, że przeszkadzają jej psie kupy, ale dopiero wszędobylski zapach psiego moczu budzi jej oburzenie w 100 procentach. Na ironię zakrawa w jej przypadku fakt, że zabrudzonymi chodnikami udaje się do centrum zdrowia przy ulicy Kluczborskiej.

Inna czytelniczka „Gazety”, pani Iwetta opisuje pierwszą wiosenną, z założenia przyjemną przejażdżkę rowerową wokół Kozanowa. Dotąd zastanawia się, jak właściciele psów mogli pozwolić by ich czworonogi tak zapaskudziły okolicę, a tamtejsi mieszkańcy nie zainterweniowali w porę i nie ochronili swojego miejsca zamieszkania.

Kolejny czytelnik proponuje spacer do parku na Nowomiejskiej, by naocznie przekonać się o ogromie niechlujności właścicieli psów. W związku z tym, że codziennie wychodzi na spacer ze swoim maleńkim dzieckiem, ma okazję obserwować jak stosy psiej kupy rosną w zastraszającym tempie. Czytelnik boi się epidemii i po prostu nieprzyjemnie jest mu spacerować w odorze dochodzącym z odchodów. Narzeka, że strażnicy nie interweniują w tej sprawie, chociaż powinni. Liczy na to, że miasto w końcu na poważnie zajmie się problemem psich kup. I zastanawia się tylko, gdzie będzie chodził z dzieckiem, gdy zacznie ono samodzielnie się przemieszczać. Jedno jest pewne – nie do parku przy Nowomiejskiej.

Pani Renata także jest świeżo upieczonym rodzicem i opisując sytuację na chodnikach i w parkach nie przebiera w słowach – mówi, że zapaskudzona jest większa część powierzchni spacerowej. Ona tym czasem musi nie tylko sama pokonywać slalomem długość chodnika, ale też starać się bezpiecznie przeprowadzić wózek z maleńkim dzieckiem, co np. na ulicy Poleskiej jest wyczynem graniczącym z cudem.

Link do mapy: http://maps.google.com/maps/ms?ie=UTF8&hl=pl&t=h&msa=0&msid=108166825206...

Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.